Rozdział
III
Rozpoczął się drugi dzień nauki w
Hogwarcie. Harry, Ron i Hermiona po wspólnym śniadaniu wyruszyli na zajęcia.
Był wtorek, poranne mgły opadły na błonia. Z okien wieży Gryffindoru znajdujących
się na siódmym piętrze wyglądały naprawdę niesamowicie, można powiedzieć:
magicznie.
Pierwsze w planie mieli zaklęcia.
Przyswajali podstawowe czary, takie jak „Wingardium leviosa”, „Lumos”, „Nox” i
tym podobne. Następnie wyruszyli na eliksiry, już znienawidzone przez większość
Gryfonów. Lekcje profesora Snape’a, w przeciwieństwie do lekcji pana Lupina,
zawsze się dłużyły. Po dwóch godzinach teorii na temat składników używanych do
podstawowych wywarów trójka przyjaciół wyszła niesamowicie zmęczona
psychicznie. Na szczęście czekała ich teraz przerwa na drugie śniadanie, a po
niej transmutacja i ulubiona obrona przed czarną magią.
Po obiedzie Harry, Ron i Hermiona
udali się do sowiarni, by wysłać list do domu. O dziwo, Ron nie zastał tam
Errola. Pomyślał jednak, że ten poluje. Wziął więc pierwszą lepszą, szkolną
sowę. Potem poszli do Hagrida. Bardzo polubili olbrzyma, ale trzymali się z
dala od jego pupila, Kła. Czas spędzili na rozmowach o nauce oraz wiadomościach
ze szkoły. Gdy wypili herbatę, Hagrid odprowadził ich do zamku, gdzie podano
już kolację. Po kilkudziesięciu minutach udali się w kierunku pokoju wspólnego,
przystając na schodach, by poplotkować ze znajomymi z Ravenclawu i Hufflepuffu.
W końcu jednak wszyscy powoli udawali się do siebie. Wieczór minął im na
dokańczaniu odrabiania lekcji i wesołych pogawędkach.
#Potterowa
Witam Was po dłuższej nieobecności. Mam nadzieję, że ten rozdział nie będzie dla Was nudny lub nieciekawy. Nie wprowadziłam dialogów celowo, by zostawić sobie różne idee na pisanie o dziejach Nory. Przesyłam Wam serdeczne pozdrowienia!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz