poniedziałek, 16 listopada 2015

Rozdział III, część #1

Rozdział III

Rozpoczął się drugi dzień nauki w Hogwarcie. Harry, Ron i Hermiona po wspólnym śniadaniu wyruszyli na zajęcia. Był wtorek, poranne mgły opadły na błonia. Z okien wieży Gryffindoru znajdujących się na siódmym piętrze wyglądały naprawdę niesamowicie, można powiedzieć: magicznie.
Pierwsze w planie mieli zaklęcia. Przyswajali podstawowe czary, takie jak „Wingardium leviosa”, „Lumos”, „Nox” i tym podobne. Następnie wyruszyli na eliksiry, już znienawidzone przez większość Gryfonów. Lekcje profesora Snape’a, w przeciwieństwie do lekcji pana Lupina, zawsze się dłużyły. Po dwóch godzinach teorii na temat składników używanych do podstawowych wywarów trójka przyjaciół wyszła niesamowicie zmęczona psychicznie. Na szczęście czekała ich teraz przerwa na drugie śniadanie, a po niej transmutacja i ulubiona obrona przed czarną magią.

Po obiedzie Harry, Ron i Hermiona udali się do sowiarni, by wysłać list do domu. O dziwo, Ron nie zastał tam Errola. Pomyślał jednak, że ten poluje. Wziął więc pierwszą lepszą, szkolną sowę. Potem poszli do Hagrida. Bardzo polubili olbrzyma, ale trzymali się z dala od jego pupila, Kła. Czas spędzili na rozmowach o nauce oraz wiadomościach ze szkoły. Gdy wypili herbatę, Hagrid odprowadził ich do zamku, gdzie podano już kolację. Po kilkudziesięciu minutach udali się w kierunku pokoju wspólnego, przystając na schodach, by poplotkować ze znajomymi z Ravenclawu i Hufflepuffu. W końcu jednak wszyscy powoli udawali się do siebie. Wieczór minął im na dokańczaniu odrabiania lekcji i wesołych pogawędkach.
#Potterowa

Witam Was po dłuższej nieobecności. Mam nadzieję, że ten rozdział nie będzie dla Was nudny lub nieciekawy. Nie wprowadziłam dialogów celowo, by zostawić sobie różne idee na pisanie o dziejach Nory. Przesyłam Wam serdeczne pozdrowienia! 

wtorek, 10 listopada 2015

Powrót po przerwie ;)

Drodzy Czytelnicy,
                Tak, zaniedbałam bloga. Przepraszam. Obiecuję poprawę (rany, zabrzmiało strasznie). Wenę miewam, więc niedługo coś dostaniecie. Na razie przesyłam Wam pozdrowienia, bo teraz ciężko nie zachorować. Wszystkiego dobrego :)
#Potterowa    

czwartek, 20 sierpnia 2015

Rozdział II, część #2


Treść listu brzmiała tak:
„Droga Ginny,
Piszę do Ciebie w sprawie naszego spotkania w Dziurawym Kotle, a konkretniej – chodzi mi o Twoje zachowanie.

Dziewczyna upuściła list. Gdy padł na podłogę dało się wyłapać coś więcej niż głuchy odgłos zwitku pergaminu stykającego się z drewnianą podłogą; słychać było również głośniejszy dźwięk, jakby tekturowego pudełka. Zdziwiona szybko podniosła list i dołączoną do niego małą paczkę. Zauważyła, że trzęsą jej się ręce.
Po chwili zamyślenia zaczęła czytać dalej:
„Albo mi się wydawało, albo tam zachowywałaś się (przepraszam za to określenie) co najmniej dziwnie. Jeśli się nie mylę, miałaś na policzkach cudne rumieńce.”
            Pod dziewczyną ugięły się nogi. Zupełnie nie rozumiała, do czego dąży profesor Lupin.
„Ginny, wybacz, że to powiem, ale nigdy nie spotkałem się z tak uroczą i nieśmiałą, młodą czarodziejką. Nie mogę się doczekać, aż zobaczę Cię następnym razem!
PS. Pożyczyłem Waszą sowę, żeby nie wzbudzić podejrzeń u Molly i Artura.
Twoi bracia mają się dobrze, Ron stara się na lekcjach, szczególnie moich. Jest świetnym uczniem. Poznał też kolegę i koleżankę, oboje są z Gryffindoru, również pierwszoroczni. A bliźniaki… zdążyli już wyprodukować kilkanaście Bombonierek lesera, sławnych wśród uczniów na całą szkołę. Profesor Snape powinien być z nich dumny…
Pozdrowienia,
Remus Lupin”

Ginny oniemiała. To był dla niej istny szok. Usiadła na łóżku i zaczęła otwierać malutką paczuszkę dołączoną do listu. Najpierw przeczytała krótki opis tego, co znajdowało się w środku.
„Specjalnie dla Ciebie, prosto z Hogsmeade, na pewno wiesz, że to jedno z niewielu miasteczek na świecie zamieszkane przez samych czarodziejów. Przesyłam Ci mój ulubiony słodycz z Miodowego Królestwa – czekoladowe żaby. Uważaj! Lubią uciekać!
Smacznego.”
W tym momencie młoda czarodziejka poczuła niesamowite szczęście. Stwierdziła, że pójdzie coś zjeść, a po śniadaniu odpisze na list i podziękuje za słodycze. Czuła się wspaniale.

Jednak, czy na długo…?
#Potterowa
_________________________________________________________________________________________________________________________________________________________
Kochani! Przepraszam za wszelkie błędy. Pisałam na szybko, miałam wenę XD

środa, 19 sierpnia 2015

Rozdział II, część #1

Drodzy Czytelnicy! Kilka *, czyli objaśnień:
Piszę w innym czasie, gdy Remus ma dopiero 26 lat i jest świeżo upieczonym nauczycielem OPCM-u. Molly i Artur, najlepsi przyjaciele, dowiadują się o śmierci swoich sąsiadów, rodziców Remusa i postanawiają mu pomóc w ciężkich chwilach. Tak się zaprzyjaźniają i od tej pory są praktycznie nierozłączni. 
Mam nadzieję, że spodobają się Wam moje wypociny. Przepraszam też za dłuuugą nieobecność. No, ale wracam. 
________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________
Rozdział II

– To  jak, Ginny? Wracamy do domu? – spytała córkę Molly.
– Mhm… - mruknęła w odpowiedzi odprowadzając wzrokiem pociąg, w którym podróżowali jej ukochani bracia.
Po kilku godzinach podróży niebieskim fordem Artur wraz z żoną i jedyną córką wrócili do domu. Ginny ciężkim krokiem skierowała kroki w kierunku swojego pokoju, następnie usiadła na łóżku. Zaczęła myśleć o wydarzeniach z poprzedniego i dzisiejszego dnia. Szczególne miejsce w jej myślach zajmował… profesor Lupin. Przez to zamyślenie nie usłyszała kilkakrotnego wołania na obiad. Zaniepokojona Molly powędrowała do pokoju Ginny. Zastała ją bezmyślnie siedzącą na łóżku. Po chwili zauważyła, że z oczu jej córki kapią łzy. Teraz przestraszyła się nie na żarty.  
– Ginny, co się stało, czemu płaczesz?! – matka dziewczyny lekko potrząsnęła jej ramionami i usiadła obok niej. 
- Mamo… Wybacz, ale chyba nie byłabyś zadowolona, gdybyś usłyszała, co leży mi na sercu.
- Kochanie, nie jestem tu od tego, żeby na ciebie krzyczeć, tylko po to, żeby cię wysłuchać. A więc…?
- Ech. Westchnęła dziewczyna. – No więc… Tak mi się zdaje… nie mam pewności, ale…
- No mówże, dziecko drogie! – zniecierpliwiła się Molly.
- Chyba się zako… zakochałam. – zarumieniła się Ginny.
- Oj, kochanie! Przecież to nic złego! – roześmiała się mama młodej czarodziejki.
- Ale… jeszcze nie wiesz, KTO mi się podoba.
- No, faktycznie. Powiedz, proszę.
- Pan Lupin.
- Że co?! – To był szok dla Molly. W momencie przypomniała sobie chwile, w których opiekowała się młodym wilkołakiem. Kochała go jak brata. Zastępowała mu siostrę i matkę jednocześnie. A Artur był dla niego jak brat, ojciec, najlepszy kumpel... Teraz podoba się jej córce.
            Podczas, gdy mama wspominała, Ginny zdążyła się rozpłakać. Szlochała przeraźliwie. Molly zaczęła uspokajać córkę i opowiedziała jej część swojej historii dotyczącej Remusa. Młoda czarodziejka słuchała z zapartym tchem.
- A teraz, moja droga, czas na obiad! – zakończyła swą opowieść mama dziewczyny.
- Dobrze, zaraz przyjdę, daj mi jeszcze chwilkę.
Molly wstała i doszła do drzwi. Otwierając je, dodała przez ramię:
- Aha, i nie martw się o to, co mi wyjawiłaś. Nic nie wspomnę Arturowi. Tym bardziej któremukolwiek z twoich braci czy samemu Remusowi. Będziemy czekać na dole, Gins!
            Młoda czarodziejka otarła łzy i wolnym krokiem szła w stronę jadalni, przyspieszając z każdym metrem. Poczuła bowiem zapach swojej ulubionej potrawy - spaghetti. Szybko usiadła na swoim stałym miejscu przy monstrualnym stole (musiał w końcu zapewnić miejsce około dziesięciu osobom, wliczając gości), chwyciła widelec i zaczęła jeść. Dopiero teraz zdała sobie sprawę z tego, jaka była głodna.
            Następnego poranka Ginny obudził głośny stukot w okno jej sypialni. Był to oczywiście, nie kto inny, jak Errol. Do nóżki miał przywiązany list i małą paczuszkę.
- Co to…? – zaspana dziewczyna podniosła się z łóżka i doszła do parapetu. Była przekonana, że nadawcą listu jest któryś z jej braci, przecież ta sowa była w rodzinie Weasley’ów od kilku dobrych lat. Jakże wielkie oczy zrobiła Ginny widząc, że ten kawałek pergaminu należy do… profesora Lupina!
#Potterowa

wtorek, 28 lipca 2015

Rozdział I, część #2

– Cześć Molly! Witajcie dzieci, jestem Remus Lupin, od początku tego roku szkolnego będę nauczycielem Obrony Przed Czarną Magią w Hogwarcie. – przywitał się.
– Dzień dobry – odpowiedzieli młodzi Weasley’owie.
– Już niedługo spotkamy się w szkole, prawda, Ron?
– Taak… – niepewnie odpowiedział.
– Co, nie cieszysz się? – zdziwił się profesor.
– No właśnie, Ron, nawet nie wiesz, jak będzie mi się nudzić w domu bez ciebie i w ogóle... bez was wszystkich!
– Ginny, to ty zostaniesz teraz sama, czyli jesteś o rok młodsza od Rona, tak?
– Niestety… – odpowiedziała i zarumieniła się. By nie zauważyli tego członkowie jej rodziny, odwróciła głowę. Remus Lupin zauważył to i zastanowił się, dlaczego to zrobiła. Domyślał się, jednak nie był pewny.
            Po zakończeniu posiłku wszyscy udali się do swoich pokojów. Molly i Artur mieli pokój dwuosobowy, Fred, George i Percy mieszkali razem, a Ginny dzieliła pokój z Ronem, bo bardzo dobrze się dogadywali. Nazajutrz wszyscy wstali bardzo wcześnie, zjedli śniadanie w pośpiechu i wyruszyli na King’s Cross. Pan Weasley zaproponował Lupinowi wspólną podróż na dworzec, na co ten drugi przystał z chęcią. Gdy wszyscy byli spakowani, wyruszyli. Od dworca dzieliło ich kilkanaście minut jazdy. Dotarli do celu o 1030. Zostało im więc sporo czasu do przyjazdu pociągu, musieli tylko przedostać się na peron 93/4. Nieco utrudniały to wózki na bagaże, ale po kilku minutach wszyscy przedostali się na właściwe miejsce stacji. Pociąg powoli zapełniał się uczniami i kilkoma nauczycielami. Wkrótce wsiedli również Fred, George i Percy. Ron żegnał się z rodzicami, którzy dawali mu niezbędne instrukcje. W oczach Molly można było zauważyć łzy.
– Będę tęsknić, synku! – powiedziała matka.
– Ja również, mamo  –  odpowiedział.
– Dasz sobie radę. Bądź dzielny! – wspierał Rona ojciec.
– Mam nadzieję, tato. Do zobaczenia przed Gwiazdką! – rzucił przez ramię i pobiegł w stronę drzwi pociągu, gdzie czekał na niego Percy, aby pomóc mu z bagażami.
#Potterowa
PS. Tu macie przedostatnią część tego rozdziału. Dzielę rozdział na części, bo nie mam aż tyle czasu, by się rozpisywać na kilka stron w jeden dzień. Następna część niebawem!

poniedziałek, 27 lipca 2015

Rozdział I, część #1

Rozdział I

Było piękne, sierpniowe popołudnie. Rodzina Weasley’ów od kilku godzin buszowała po ulicy Pokątnej w poszukiwaniu książek, szat, piór i innych przedmiotów potrzebnych na co dzień dzieciom w Hogwarcie. Za kilka dni rozpoczynał się kolejny rok szkolny, teraz pierwszorocznym w rodzinie miał zostać Ron. Był tym bardzo podekscytowany. Tylko mała Ginny chodziła smutna, bo wiedziała, że w domu nie będzie już tak wesoło jak zawsze. Zostanie w domu sama z rodzicami. Jak wiele dałaby, żeby już w tym roku rozpocząć naukę… A czuła, że nie jest to tak ciężkie, jak mówią Fred i George. Czuła, że oni tylko ją straszą.
Po owocnych zakupach cała rodzina udała się do Dziurawego Kotła w celu odpoczynku. Tam również mieli nocleg, by być na miejscu, żeby na następny dzień nie spieszyć na pociąg z Nory. Każdy zamówił sobie jakieś ciepłe danie oraz coś do picia. Wtem zadzwonił dzwoneczek zawieszony przy drzwiach, dając znać o nowym gościu. Molly obejrzała się.
- Spójrz, Arturze, to Remus Lupin! – powiedziała wesoło.
- Rzeczywiście! Poczekajcie dzieciaki, zaproszę go tutaj i zapoznam z wami. 
#Potterowa

sobota, 25 lipca 2015

Post organizacyjny :)

Witam wszystkich! 

Przed Wami nowy blog o parringu Ginny + Lupin = Lupinny. Prowadzę go ja (#Potterowa) i moja koleżanka #Lornetka. Dziękujemy czytelnikom, którzy będą z nami od początku i zostaną do końca! Zarówno ja, jak i #Lornetka jesteśmy początkujące, więc prosimy o wyrozumiałość, szczególnie na początku naszej przygody z klawiaturą ;)
#Potterowa