Drodzy Czytelnicy! Kilka *, czyli objaśnień:
Piszę w innym czasie, gdy Remus ma dopiero 26 lat i jest świeżo upieczonym nauczycielem OPCM-u. Molly i Artur, najlepsi przyjaciele, dowiadują się o śmierci swoich sąsiadów, rodziców Remusa i postanawiają mu pomóc w ciężkich chwilach. Tak się zaprzyjaźniają i od tej pory są praktycznie nierozłączni.
Mam nadzieję, że spodobają się Wam moje wypociny. Przepraszam też za dłuuugą nieobecność. No, ale wracam.
________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________
Rozdział II
– To jak, Ginny? Wracamy do domu? – spytała córkę Molly.
– Mhm… - mruknęła w odpowiedzi odprowadzając wzrokiem pociąg, w którym podróżowali jej ukochani bracia.
Po kilku godzinach podróży niebieskim fordem Artur wraz z żoną i jedyną córką wrócili do domu. Ginny ciężkim krokiem skierowała kroki w kierunku swojego pokoju, następnie usiadła na łóżku. Zaczęła myśleć o wydarzeniach z poprzedniego i dzisiejszego dnia. Szczególne miejsce w jej myślach zajmował… profesor Lupin. Przez to zamyślenie nie usłyszała kilkakrotnego wołania na obiad. Zaniepokojona Molly powędrowała do pokoju Ginny. Zastała ją bezmyślnie siedzącą na łóżku. Po chwili zauważyła, że z oczu jej córki kapią łzy. Teraz przestraszyła się nie na żarty.
– Ginny, co się stało, czemu płaczesz?! – matka dziewczyny lekko potrząsnęła jej ramionami i usiadła obok niej.
- Mamo… Wybacz, ale chyba nie byłabyś zadowolona, gdybyś
usłyszała, co leży mi na sercu.
- Kochanie, nie jestem tu od tego, żeby na ciebie
krzyczeć, tylko po to, żeby cię wysłuchać. A więc…?
- Ech. Westchnęła dziewczyna. – No więc… Tak mi się zdaje…
nie mam pewności, ale…
- No mówże, dziecko drogie! – zniecierpliwiła się Molly.
- Chyba się zako… zakochałam. – zarumieniła się Ginny.
- Oj, kochanie! Przecież to nic złego! – roześmiała się
mama młodej czarodziejki.
- Ale… jeszcze nie wiesz, KTO mi się podoba.
- No, faktycznie. Powiedz, proszę.
- Pan Lupin.
- Że co?! – To był szok dla Molly. W momencie
przypomniała sobie chwile, w których opiekowała się młodym wilkołakiem. Kochała go jak brata. Zastępowała mu siostrę i matkę jednocześnie. A Artur był dla niego jak brat, ojciec, najlepszy kumpel... Teraz podoba się jej córce.
Podczas,
gdy mama wspominała, Ginny zdążyła się rozpłakać. Szlochała przeraźliwie. Molly
zaczęła uspokajać córkę i opowiedziała jej część swojej historii dotyczącej
Remusa. Młoda czarodziejka słuchała z zapartym tchem.
- A teraz, moja droga, czas na obiad! – zakończyła swą
opowieść mama dziewczyny.
- Dobrze, zaraz przyjdę, daj mi jeszcze chwilkę.
Molly wstała i doszła do drzwi. Otwierając je, dodała
przez ramię:
- Aha, i nie martw się o to, co mi wyjawiłaś. Nic nie
wspomnę Arturowi. Tym bardziej któremukolwiek z twoich braci czy samemu
Remusowi. Będziemy czekać na dole, Gins!
Młoda
czarodziejka otarła łzy i wolnym krokiem szła w stronę jadalni, przyspieszając
z każdym metrem. Poczuła bowiem zapach swojej ulubionej potrawy - spaghetti.
Szybko usiadła na swoim stałym miejscu przy monstrualnym stole (musiał w końcu
zapewnić miejsce około dziesięciu osobom, wliczając gości), chwyciła widelec i
zaczęła jeść. Dopiero teraz zdała sobie sprawę z tego, jaka była głodna.
Następnego
poranka Ginny obudził głośny stukot w okno jej sypialni. Był to oczywiście, nie
kto inny, jak Errol. Do nóżki miał przywiązany list i małą paczuszkę.
- Co to…? – zaspana dziewczyna podniosła się z łóżka i
doszła do parapetu. Była przekonana, że nadawcą listu jest któryś z jej braci,
przecież ta sowa była w rodzinie Weasley’ów od kilku dobrych lat. Jakże wielkie
oczy zrobiła Ginny widząc, że ten kawałek pergaminu należy do… profesora
Lupina!
#Potterowa